Małgosia Hirzewska- jej walka z Dyrektorem trwa.

Gdzie jest pensja pielęgniarki? Utknęła czy ją zablokowano?

Małgorzata Hiżewska, pielęgniarka ze szpitala im. Barlickiego, wypłatę nie dość, że dostała kilka dni później niż cały szpital, to na dodatek niekompletną. Czyżby dlatego, że zorganizowała strajk w szpitalu?

Już mało kto dziś pamięta 11-dniowy strajk pielęgniarek w szpitalu im. Barlickiego sprzed sześciu lat. Kilkadziesiąt kobiet domagających się podwyżek codziennie pikietowało gabinet szefa. Pierwszego dnia chorych zostawiły na dwie godziny. Każdego następnego godzinę dłużej. Wróciły do pracy w zamian za wciągnięcie premii do płacy zasadniczej i obietnicę rozmów o podwyżkach.

Wydaje się jednak, że dwie osoby: prof. Piotr Kuna, dyrektor szpitala, i Małgorzata Hiżewska, szefowa związku zawodowego pielęgniarek w szpitalu przy ul. Kopcińskiego, nie mogą o tej historii zapomnieć.

Prof. Kuna próbował obciążyć Hiżewską kosztami, skazać za zorganizowanie nielegalnego strajku i zwolnić. Pierwsze i drugie nie udało się nawet w Sądzie Najwyższym. A zwolnienie działacza związkowego to bardzo trudna sprawa, tym bardziej że pielęgniarki z "Barlickiego" wybrały Hiżewską na swoją szefową. Ta nie zamierza pozostać dyrektorowi dłużna i wytoczyła szpitalowi sprawę o dyskryminację. Pierwsza rozprawa w środę.

- Ale już tydzień temu dostałam niecodzienną odpowiedź na pozew - mówi Hiżewska. - W ubiegły piątek wszyscy pracownicy szpitala dostali pensję, tylko nie ja.

Pielęgniarka sprawdzała konto jeszcze w sobotę, niedzielę, poniedziałek i wtorek, ale pieniędzy nie przybywało. - Poszłam więc do kadr spytać, co się dzieje - opowiada Hiżewska. - Usłyszałam, że powstaje analiza prawna.

Pielęgniarka domyśliła się, że chodzi o to, że w listopadzie dobiegła końca kadencja, na którą została wybrana. Tylko że - jak mówi - centrala Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zdecydowała, że w całej Polsce ujednolica kadencje wszystkich swoich działaczy, by kolejne wybory można było przeprowadzić równocześnie we wszystkich szpitalach i przychodniach. Dlatego Hiżewska nadal pozostaje szefową związku w szpitalu i oficjalne pismo informujące o tym zaniosła przełożonym w "Barlickim".

Ale pensji nie było. Pielęgniarka postanowiła interweniować u samego dyrektora Kuny. Zaniosła mu pismo, w którym zapytała, co się dzieje z jej pieniędzmi. Następnego dnia dostała odpowiedź, że jej pensja została przelana na konto. - I rzeczywiście, na koncie pojawiły się pieniądze - mówi. - Ale mniej niż dwie trzecie tego co zwykle. Dostałam tylko gołą pensję bez tzw. dodatku wyrównawczego. Nim zostałam szefową związku, przysługiwał mi za nocne dyżury. Już na etacie związkowym nadal mi się należał, bo nie mogłam zarabiać mniej.

Hiżewska znów poszła do kadr spytać o ponad 1 tys. zł niewypłaconego dodatku i znów usłyszała, że na jego temat powstaje analiza prawna. - Tylko że ja nie słyszałam o żadnych zmianach prawa. Znów jestem dyskryminowana. I to przed świętami. Przecież każdy ma prawo do pełnego wynagrodzenia w terminie. Szanujmy się! Dlaczego jestem zmuszona do dziadowania - proszenia o coś, co mi się należy?

Co na te zarzuty dyrektor szpitala? - Nie mam nic do powiedzenia - ucina prof. Kuna.

Hiżewska: - Za to ja mam. Mój związek zapowiada na przyszły rok kolejne spory zbiorowe w szpitalach całej Polski. Jeśli będzie trzeba, zorganizuję kolejny strajk. Chciałbym wierzyć, że to tylko nieporozumienie, że przelew utknął gdzieś na elektronicznych łączach. Ale wiara przychodzi mi z trudem, bo pamiętam strajk sprzed sześciu lat i ciągnącą się cztery lata sprawę przeciw jego organizatorkom. Przecież nie przypadkiem trafiła do prokuratury i Sądu Najwyższego. Szkoda, że nie zawsze czas leczy rany.

Autor: Adam Czerwiński

źródło: www.lodz.gazeta.pl


gora
 
dol
Design and created by SmartNet @2013